Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2015

Spływ kajakowy - super sposób na spędzenie weekendu :)

Muszę przyznać, że po raz pierwszy miałam okazję wziąć udział w spływie kajakowym i wiem na pewno, że trzeba będzie to powtórzyć! Było super! Po mimo, że jak na pierwszy raz to dystans był całkiem konkretny, bo ponad 23 km.
spływ kajakowy
Miało być 19, ale chyba te 4 km nadrobiliśmy płynąc zygzakiem ;) Nie powiem na początku ciężko było się zgrać, żeby równo wiosłować w tym samym tempie i w miarę z taką samą siłą ;) Pierwsze kilometry to była ciągła walka z kajakiem :) ewidentnie ściągało nas na prawo ;) a jeszcze próba płynięcia szybko, bo ktoś nie lubi być ostatni wcale nie pomagała nam w płynięciu prosto :D Dodatkowo cześć trasy pokonaliśmy pod wiatr co jeszcze dodatkowo utrudniało sterowanie kajakiem. Ale widoki jakie dostarczyła nam rzeka Pilica na odcinku Górki - Brzeźce wynagrodziły nam wszystko! Prawie cztery godziny podziwiania natury z innej perspektywy, pozytywne zmęczenie i cisza jaka była dookoła naładowały baterie na maksa. Spływ zakończyliśmy biwakiem pod namiotem nad brzegiem rzeki, ogniskiem i wędkowaniem co dla nas mieszczuchów stanowiło dodatkową atrakcję i sposób na totalny relaks i regenerację :) I nawet to, że dzisiaj zaprzyjaźniam się z pianką na poparzenia słoneczne a na ręku mam bąble od wiosłowania to wiem, że z przyjemnością to powtórzę! Uwielbiam w taki sposób odpoczywać! To właśnie aktywność na łonie natury oraz cisza i spokój sprawiają, że nabieram mocy i w pełni się relaksuję :)








Polecam wszystkim!

czyżby jednak kolejna kontuzja?

Jak już pisałam w ostatnim poście ciągle czepiają się mnie jakieś przeciążenia ... w domu nosi mnie i chce mi się wyjść na długie bieganie, w głowie plany na kolejne biegi, zaplanowane 2 półmaratony a tu nogi nie chcą biec ...
Chociaż źle mówię, że nie chcą! Chcą! I to bardzo ... ale znowu coś mnie dopadło :(
Dzisiaj odwiedziłam ortopedę, dostałam skierowania na usg i rtg i zalecenie - nie biegać dopóki się nie dowiemy co się dzieje! Ale jak to nie biegać? Tak nic a nic mi nie wolno? No i padło jedno zasadnicze pytanie - a boli jak Pani biega? No w trakcie zaczyna i nie odpuszcza przez 2-3 dni ... no to sama już sobie odpowiedziałam. Nie biegać ...
Całe szczęście na basen mogę, na spacery mogę, w domu ćwiczyć mogę i rower delikatnie też mogę - inaczej bym oszalała ;)
Nie poddaję się i na pewno tak łatwo z biegania nie zrezygnuję ... z miłości się tak szybko nie rezygnuje ;) odpocznę, zdiagnozuję i wrócę!
A tym czasem szukam fajnego basenu w okolicy :)
P.S. pamiętajcie jak wszędzie mówią, żeby się rozgrzewać, schładzać, rozciągać, nie przeginać z obciążeniami oraz wprowadzić do planu tygodniowego ćwiczenia wzmacniające mięśnie a nie tylko biegać, to rację mają - to po pierwsze. A po drugie to jak tylko organizm zaczyna dawać znać, że coś jest  nie tak to dać na wstrzymanie, odpocząć i w razie czego nie bać się iść do lekarza - lepiej wcześniej kiedy wystarczy parę dni odpoczynku niż doprowadzać do momentu kiedy na dłużej trzeba pożegnać się ze swoją pasją - mówię to Wam ja! Czyli ta co ma nadzieję, że w porę poszła do lekarza i tym razem nie czeka mnie pół roczna przerwa ;)

kryzys...

Strasznie frustrujące jest jak głowa może a ciało odmawia posłuszeństwa...
...właściwie od marca i debiutu w półmaratonie co chwilę coś mi szwankuje... Najpierw już podczas przygotowań do 10 PZU Półmaratonu Warszawskiego zaczęło dokuczać mi ścięgno pod kolanem - okazało się, że z powodu niestabilnej miednicy przeciążam sobie lewą nogę. Fizjoterapeuta zalecił ćwiczenia i grzecznie zaczęła je wykorzystać. Ból pod kolanem minął, a raczej tym razem przeszedł na prawą nogę :( tym razem podczas biegu muszę tak skutecznie odciążać lewą nogę, że prawa nie daje rady i normalnie ją odcina. Dwa dni boli tak w pachwinie, że ciężko jest chodzić nie mówiąc już o czymś więcej.
Nie pozostało mi więc nic innego jak umówić się do ortopedy... mam nadzieję, że to tylko chwilowe przeciążenie!
Te wieczne borykanie się z jakimiś przeciążeniami zupełnie pozbawia mnie energii, a z drugiej strony nosi mnie i marzy mi się długie bieganie.
Liczę na to, że skoro wiosna u mnie taka bez życia to lato okaże się energetyczne! :) Słońca mi się chce! Wygrzać się i na łapać witaminy D!
A tym czasem zaprzyjaźniam się jeszcze bardziej z matą i piłką do ćwiczeń ;) w końcu praca nad mięśniami jest równie ważna!

poniedziałek, 11 maja 2015

moja metamorfoza :)

Ci co uważnie śledzą mojego bloga wiedzą, że prawie rok temu postanowiłam zrobić coś ze swoją wagą ;) a właściwie nie coś tylko bardzo dużo!
Miałam już serdecznie dosyć nieustannej frustracji jak chciałam kupić sobie coś fajnego do ubrania ... czy na prawdę kobieta w rozmiarze 44-46 musi ubierać się wielkie zgrzebne worki!? Nie można na prawdę szyć ładnych ubrań dla kobiet o pełnych kształtach, kobiecych kształtach? O tak miałam bardzo kobiece kształty :) duży biust, szerokie biodra i ładnie zaznaczona talia. Problem polegał na tym, że po każdych zakupach praktycznie wracałam z płaczem do domu, wściekła, rozżalona i co raz bardziej krytycznie patrząca na swoje ciało ...
Ale problem z ubraniami to nie był jedyny powód dla którego postanowiłam po raz kolejny podjąć próbę zrzucenia nadprogramowych kilogramów. Jeszcze przed pomysłem na odchudzanie zaczęłam realizować się w bieganiu :). Jak każdy biegacz wie, im mniej kg jego ciało musi dźwigać tym lepiej mu się biega, mniej się męczy, lepsze ma wyniki no i co najważniejsze - łatwiej uniknąć kontuzji ... Nie wiem czy wiecie, ale pod czas biegu nasze ciało przyjmuje obciążenia równe 2-3 razy waga nasza ciała. Dlatego jak łatwo policzyć im mniejsza waga tym mniejsze obciążenie dla stawów, ścięgien i mięśni.
No ale przejdźmy do konkretów ...
W dniu kiedy podjęłam się wyzwania waga pokazywała 83,8 kg ... więc ile to moje ciało musiało znosić pod czas biegania??
83,8 kg x 3 = 251,4 kg! 
Idźmy dalej - BMI wynosiło 28,9 dodam tylko, że norma dla  wzrostu to 18,5-24,9 a i może jeszcze powiem, że od 29,9 zaczyna się otyłość, więc byłam bardzo blisko przekroczenia tej cienkiej linii między nadwagą a otyłością.
No, ale ktoś może powiedzieć BMI nie jest miarodajne! No, bo tak do końca nie jest :) ale jak ktoś zna swój poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej to wszystko się zmienia. I tak zaczęłam moją przygodę z tłuszczem na poziomie 42,4% masy ciała ... prawie połowa mnie to tłuszcz? Aż tak źle? No niestety źle! Norma dla mojego wieku to 22,7%
A ile miałam mięśni? 45,8  kg! Co stanowiło raptem 54,7% wagi. A powinno być między 65-75%
Nawodnienie oczywiście też musiało być poniżej normy skoro wszystkie inne parametry nie były prawidłowe. I wynosiło 43,1% gdzie najlepiej by było gdyby było w granicach 50-60%
Ale chyba najwięcej do myślenia dał mi mój wiek metaboliczny ... 48 lat! O mamo to o 17 więcej niż miałam na ówczesną chwilę a o 27 więcej niż mieć powinnam!
A jak się ta walka zakończyła? ;)
W dniu kiedy z moją panią dietetyk Żanetą stwierdziłyśmy, że już wystarczy i czas przejść na stabilizację analizator wagi i centymetr pokazał:

parametry zaczęłam od skończyłam na o ile zmian?
waga 83,8 kg 61,7 kg 22,1 kg
tkanka tłuszczowa kg 36,9 kg 12,1 kg 24,8 kg
tkanka tłuszczowa % 42,4 % 20,3 % 22,1%
tkanka mięśniowa kg 45,8 kg 44,6 kg -1,2 kg
tkanka mięśniowa % 54,7 % 72,3 % 17,6 %
nawodnienie 43,1 % 54,6 % 11,5%
wiek metaboliczny 48 20 28 lat
BMI 28,9 21,8 7,1
klatka piersiowa 98 90 8 cm
brzuch 104 84 20 cm
biodra 112 91 21 cm
talia 87 76 11 cm
udo 66 51 15 cm
łydka 40 36 4 cm
biceps 32 26 6 cm





metamorfoza frooly
Efekty wizualne jak widać są :) a jak się zmieniły moje wyniki w bieganiu?
Dystans04.201405.2015
12-minutowy test1,84 km2,48 km
1 km00:06:1800:05:00
5 km00:33:4300:26:41
10 km01:18:1900:55:40
21 kmnie osiągalne ;)02:20:17

Kto oprócz mnie przyczynił się do tego sukcesu? Bez wsparcia moich przyjaciół, rodziny i p. Żanety nie byłoby takiego wyniku.
To przyjaciele i rodzina, którzy przy wszelkich możliwych okazjach zagrzewali mnie do dalszej walki, pomagali mi unikać pokus ;) nie namawiali do "grzechu", podziwiali, trzymali kciuki i kibicowali mojej przemianie każdego dnia!
Wkład w ten wynik ma oczywiście moja pani dietetyk - pani Żaneto bardzo, ale to bardzo dziękuję za pomoc w opanowaniu trudnej sztuki zdrowego żywienia i za kibicowanie mi w mojej drodze do wymarzonej sylwetki :)
A teraz przede mną kolejne wyzwania :)

wtorek, 28 kwietnia 2015

jestem z tych co uczą się na swoich błędach ;)

Jak już na samym początku pisałam tutaj kiedyś miałam kontuzję ścięgien achillesa w obu nogach więc teraz podchodzę ostrożnie do tematu wszelkich przeciążeń, dziwnych bóli, ogólnie jeśli coś odbiega od normy w moim odczuwaniu od razu zaczynam szukać rozwiązania, nie czekam aż znowu coś mi strzeli ;) i tak też jest tym razem ...
Od jakiegoś czasu zaobserwowałam, że po dłuższym siedzeniu w jednej pozycji, po nocy lub czasami pod czas chodzenia boli mnie ścięgno pod kolanem. Czasami ból był na początku biegania a w miarę rozgrzania mięśni przechodziło, a czasami wręcz odwrotnie gdzieś w okolicach 13-15 km zaczynało coś ciągnąć. Zaczęłam od okładów z lodu później maść i leków przeciwzapalnych, ale ból jak był tak był. Postanowiłam więc odpocząć, tydzień, dwa lekkich tych przebieżek albo nawet i to nie tylko jakieś delikatne ćwiczenia w domu i nic. Rower jak się okazało też źle wpływał na stan mojej nogi. Próbując wszystkich wcześniejszych zaleceń ortopedy (oczywiście z wizyt w ramach przywracania sprawności moim achillesom) stwierdziłam - czas iść sprawdzić co się dzieje!
Całkiem przypadkiem będąc na spacerze w okolicy znalazłam salon rehabilitacyjno-ortopedyczny Achilles - uznałam to musi być znak! Po pierwsze pod domem, a po drugie od achillesów się moja przygoda ze ścięgnami zaczęła! ;)
Umówiłam się z przemiłą panią na wstępne badania - zaczęłam przegląd od stóp, bo pomyślałam sobie, że to, że boli mnie kolano wcale nie musi oznaczać, że problem leży w tym miejscu. A nuż wystarczyłyby jakieś specjalne wkładki które by zapobiegły nadmiernym przeciążeniom. Po badaniu podologicznym okazało się, że z moim stopami wszystko w porządku, no może po za bąblami i innymi takimi ustrojstwami wszystko jest oki ;) no ale ja nadal odczuwam ból pod kolanem. Pani zaleciła mi badanie USG stawu i zapisała mnie na wizytę do fizjoterapeuty. Nie zastanawiając się długo, szybko zorganizowałam sobie badanie i już po chwili miałam ochotę wyjść ....
collage-1430160453302
całego opisu nie będę przytaczać, bo jest długi! W skrócie powiem tylko, że moja rzepka robi dewastację w chrząstce i lekarz robiący badanie zalecił ze sportów to jedynie szachy ;) i oczywiście wizytę u ortopedy!
Pomyślałam sobie - do ortopedy zawsze zdążę! Oni to tylko by od razu na stół, ciachali, wymieniali i zadowoleni. A najlepiej jeszcze same zakazy! Nie biegać, nie ruszać się, nic nie robić! Mowy nie ma!
Nie powiem lekko podłamana wynikiem usg, podreptałam dzisiaj do fizjoterapeuty z myślą - moja kariera biegowa dobiegła końca!
Trafiłam do p. Jacka - przemiły człowiek, fachowiec - wypytał co i jak, co robię, ile biegam, gdzie biegam, co po za bieganiem, obejrzał, po uciskał, po ugniatał, rozmasował i stwierdził - jak nie boli podczas biegania to biegać! Tylko przenieść 2 treningi z 3 do lasu, albo gdzieś na trawę. I od razu humor mi się poprawił! :D Doszedł do wniosku, że przyparcie boczne rzepki zniwelujemy, przeciążenia zlikwidujemy i może nie będę jak nówka sztuka, ale jak popracujemy nad napięciami w obrębie miednicy to i maraton pobiegnę :) Na początek rozmasował wszystko, okleił taśmami a ja mam zająć się wzmacnianiem mięśni pośladków.
Tak więc treningi domowe wzbogacimy o pracę nad pupą ;)
a tym czasem regeneruję się i z nową wiarą w moje nóżki planuje dalsze cele na przyszłość :)
collage-1430159776998
i stwierdzam, że w dobre ręce oddałam moje nóżki!
P.S. wszystkim, którzy borykają się z jakimiś bólami, naciągnięciami z całego serca polecam fizjoterapeutów. Tylko takich porządnych, wykształconych fachowców, a nie szarlatanów, którzy będą się na Was uczyć fachu. Na prawdę potrafią zdziałać cuda, no i mają ręce, które leczą :)

środa, 15 kwietnia 2015

brakuje mi wolnych weekendów ;)

Przeglądając dzisiaj kalendarz biegów na najbliższe tygodnie i wybierając te w których chcę wziąć udział doszłam do wniosku, że brakuje mi wolnych weekendów ;)
Niestety z paru biegów musiałam zrezygnować z powodu szkoły a nie powiem, niektóre wyglądają bardzo ciekawie.
I tak na przykład w tą sobotę odbędzie się Bieg Łosia na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego. Ech, aż szkoda, że nie mogę w nim wziąć udziału, bo zapowiada się 17 km w przepięknych okolicznościach przyrody. No nic może następnym razem uda mi się załapać na ten bieg :) Liczę, że w przyszłym roku będzie skoro w tym jest to już trzecia edycja! Za wszystkich biorących w nim udział trzymam kciuki i zazdroszczę Wam! :)
Kolejny bieg z którego całkiem świadomie zrezygnowałam to III Półmaraton Grudziądz-Rulewo śladami Bronka Malinowskiego. Nie powiem strasznie chodzi mi po głowie ten bieg, ale no cóż trzeba się otwarcie przyznać - nie dałabym rady go pobiec. To jeszcze nie ta forma, żeby pozwolić sobie na 2 półmaratony w przeciągu nie wiele ponad miesiąca. Ten bieg również wpisuję sobie do kalendarza na przyszły rok!
Ale znalazłam też kilka biegów w których planuję wziąć udział :D i tak:
  • już w przyszły wtorek On The Run w Łazienkach Królewskich czyli bieg przy świetle latarki - to już czwarty bieg (mój 3 w którym będę brała udział) i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać, bo bieg ma swój klimat i nieprzeciętną atmosferę :)
  • parę dni później w sobotę biorę udział w charytatywnym marszobiegu "Biegam, bo lubię, pomagam!" - nie ma nic lepszego niż możliwość połączenia tego co się kocha z możliwością pomagania innym.
  • dzień później Bieg Oshee 10 km - bieg towarzyszący przy Orlen Warsaw Marathon - za jakiś czas pobiegnę tu królewski dystans :)
  • w długi weekend majowy biegnę dwa biegi - najpierw III Bieg Flagi na 10 km a dzień później 25 Bieg Konstytucji 3 Maja na 5 km
  • II bieg Grand Prix Żoliborza 10 km
  • III Podkowińska Dycha pod koniec maja - miałam biec w zeszłym roku, ale jakoś nie udało mi się tam dotrzeć więc w tym postanowiłam pobiegać po Podkowie Leśnej :)
  • Skywayrun Military Mińsk Mazowiecki - 5 km biegu po płycie lotniska - dodam, że bieg zaczyna się o 22:00 więc w ogóle czuję, że będzie super klimat :)
  • I Bieg Konstanciński im. Piotra Nurowskiego - uwielbiam biegać w takim terenie, do tego daleko nie mam więc czemu nie? :)
  • BMW Półmaraton Warszawski
  • V Tarczyński Półmaraton
w między czasie na pewno jeszcze postaram się wziąć udział w Biegu Powstania Warszawskiego, no i to dopiero początek sezonu biegowego więc nic tylko biegać :)
Z całego serca zachęcam do brania udziału w zawodach, atmosfera jest na każdym biegu wyjątkowa, radość z uczestniczenia nie do określenia a jeśli ktoś nie lubi tłumów to jest sporo bardziej kameralnych biegów - nie trzeba od razu biec w tłumie 10.000 ludzi :D

piątek, 13 marca 2015

On The Run w Łazienkach Królewskich w Warszawie

W tym roku firma PGE postanowiła zorganizować serię comiesięcznych nocnych biegów w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Dochód ze sprzedaży pakietów (tylko 25 zł) firma przeznacza na jakiś cel charytatywny. Dlatego chyba też zainteresowanie tym biegiem jest tak duże, że pakiety rozchodzą się jak ciepłe bułeczki ;) na 3 bieg pakiety skończyły się po 10 minutach! 
I muszę powiedzieć, że nie dziwię się, że jest tak duże zainteresowanie, bo bieg jest super. Organizacja bardzo dobra - trasa dobrze oznaczona taśmami, co chwilę wolontariusze oraz opieka medyczna, na mecie folia i napój - czego chcieć więcej? :) a no atmosfery - a ta jest gorąca! 
Dodatkowo na mecie każdy kto ukończy bieg dostaje medal - fluorescencyjny! :D
We wczorajszym biegu powiem szczerze, że nie miałam brać udziału gdyż oczywiście nie załapałam się na pakiet ;) pogodzona z faktem, że drugi już bieg z tej serii mnie ominie postanowiłam bardziej się przyłożyć do zapisów na 4 edycję! A tu w środę dostaję wiadomość od koleżanki "słuchaj nie chciałabyś pobiec w On The Run, bo ja nie mogę?" oczywiście, że się zgodziłam!
I wiecie co? Nie wiem czy to dlatego, że nie chciałam zaniżać jej statystyk, czy to efekt tłumu tak na mnie zadziałał, ale pobiegłam życiówkę :D i mój nowy rekord na 5 km to 00:27:21! Jeszcze raz Ci dziękuję, że pomyślałaś o mnie! :)
100_8687
Tak więc podsumowując biegi są na prawdę fajne, bo łączą w sobie i cel charytatywny i bieg w miłej, radosnej atmosferze ładnie oświetlonymi alejkami Łazienek Królewskich. Ja na następne edycje na pewno się piszę!
100_8692

poniedziałek, 23 lutego 2015

sesja made by fox_graf

... bo przyjaciele wydobywają z Ciebie wszystko to co najlepsze ...


... a ja mam najlepszych przyjaciół na świecie!
Dziękuję Foxi za zdjęcia i Dżoanie za makijaż. Z Wami dziewczyny mogę iść na koniec świata! 

czwartek, 12 lutego 2015

uwierz mi - możesz wszystko!

Skąd to wiem?
Bo usilnie od dawna testuję tą zasadę na sobie :) Jak się na coś uprę, zaprę i postanowię to prędzej czy później to osiągnę. Jeśli czegoś chcesz, w głowie wyznaczysz sobie cel to uwierz mi cały wszechświat Ci pomoże to osiągnąć. Na Twojej drodze staną ludzie, którzy Ci pomogą, znajdziesz się w takich sytuacjach, które sprowokują Cię do odpowiednich działań. Tylko trzeba chcieć! Trzeba włożyć w realizację celu całą swoją siłę, energię i upór jaki tylko w sobie człowiek znajdzie. Nie poddawać się przy pierwszych niepowodzeniach. Skoro jeszcze nie osiągnąłeś celu to znaczy, że coś robisz nie tak, że być może upierasz się cały czas przy tych samych rozwiązaniach.
Ja osobiście jestem osobą, która nie znosi marudzić - mam problem to szukam rozwiązania, czytam, pytam albo proszę o pomoc fachowców z danej dziedziny (po to w końcu oni są ;)). Jeśli ktoś zwraca się do mnie z problem staram się mu pomóc, znaleźć rozwiązanie a czasami po prostu postawić na nogi i przysłowiowo "kopnąć w zad" ;)
Jak już wcześniej pisałam od jakiegoś czasu jestem pod opieką poradni dietetycznej, dzięki której w przeciągu 6 m-cy schudłam ponad 20 kg! Pierwszy etap planu doprowadzania swojego ciała do porządku uznaję za zrealizowany z sukcesem. Teraz czas popracować nad uelastycznieniem i mięśniami co by było ładne, jędrne. A co! ;)
Tak się zakręciłam na punkcie zdrowego żywienia,  że postanowiłam się zapisać na studium z dietetyki. A do tego z pasją wyszukuję nowinki zdrowotne oraz testuję na sobie tak zwane super foods :)
I już w głowie kolejne cele, plany i wyznaczona droga!


P.S. a o to efekt zrzucania kg - od lewej kwiecień 2014, październik 2014 i ostatnie listopad 2014 a aktualnie jest o jeszcze 6 kg mniej. A jaki jest efekt końcowy postaram się przedstawić w następnym poście :)
bieganie

piątek, 6 lutego 2015

Czystek - zioło które na stałe zagościło w mojej apteczce

Czystek to roślina lecznicza pochodząca z południowej Europy, znana jako broń przeciw wirusom i bakteriom. Czystek rośnie w krajach o gorącym klimacie, przede wszystkim w Grecji, na glebach obfitych w magnez. W 1999 roku okrzyknięta rośliną roku. Czystek zawiera polifenole także taniny, cyneol, limon oraz eugenol. Jest jednym z najbogatszych źródeł polifenoli- związków fenolowych należących do grupy substancji roślinnych o działaniu antyoksydacyjnym i wspierającym układ immunologiczny człowieka. Polifenole przejawiają doskonałe własności antybiotyczne, działają przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie, przeciwhistaminowo i przeciwgrzybiczo.
Herbatka z czystka jest znana od wieków. Polecana przez św. Hildegardę z Bingen, która słusznie stwierdzała, że podstawą zdrowia są trzy filary: dieta, zioła oraz post. Do zaleceń świętej można dodać jeszcze codzienną porcję umiarkowanego ruchu jako czwarty niezbędny filar. Każda z tych rzeczy wzmacnia bowiem nasz układ odpornościowy, dzięki któremu choroby omijają nas z daleka.
Czystek jest jedną z najsilniej działających roślin wzmacniających układ immunologiczny u człowieka, będąc przy tym całkowicie pozbawionym działań ubocznych czy też możliwości przedawkowania. Herbatkę z czystka mogą pić przy tym również dzieci, już od 3 miesiąca życia. Znakomicie smakuje z dodatkiem miodu i/lub soku z cytryny.
Dzięki temu, że jest niezwykle bogata w polifenole doskonale rozprawia się z drobnoustrojami, np. z wirusami. W przypadku infekcji górnych dróg oddechowych pomaga szybciej pozbyć się symptomów. Zanim więc sięgniesz po jakiekolwiek reklamowane w TV apteczne „lekarstwo na grypę i przeziębienie” – napij się herbatki z czystka. Jego skuteczność w przypadku infekcji potwierdziły badania kliniczne.
Usuwa toksyczne metale ciężkie z organizmu (szczególnie łatwo wiąże kadm), dlatego polecana jest szczególnie palaczom.
Z powodu swoich własności antybakteryjnych, antywirusowych i antygrzybiczych czystek przyniesie ulgę cierpiącym np. na łupież, łuszczycę, trądzik, egzemy, rozrost candida albicans, chroniczne i powtarzające się infekcje zatok, rozmaite grzybice skóry i paznokci, infekcje spowodowane przez gronkowca złocistego, wirusa opryszczki, wirusa półpaśca, zakażenia Helicobakter Pylori i inne schorzenia spowodowane namnożeniem się w ustroju niechcianych wirusów, bakterii i grzybów. Pomoże nawet tym, którym nie pomagają już żadne antybiotyki. Ma także działanie antyalergicznie(antyhistaminowe).
Pomaga zapobiegać chorobie niedokrwiennej serca, rozpuszcza zatory i zakrzepy.
Jest to roślinka silnie antyoksydacyjna, ma olbrzymią zdolność do wyłapywania wolnych rodników i  do obniżania aktywności kolagenazy (enzymu odpowiedzialnego za rozkład kolagenu), przez co działa odmładzająco, przeciwzapalnie i witalizująco na ludzki organizm.
Działa nawet na krętka wywołującego boreliozę. I to zarówno chroniąc przed zakażeniem (jeśli lubisz wycieczki do parku czy lasu to włącz koniecznie czystka do swojego codziennego menu, ponieważ odstrasza on kleszcze) jak i będąc ważną częścią ziołowego protokołu gdy zakażenie już miało miejsce: substancje zawarte w czystku „oklejają” krętki, przez co zostają one unieszkodliwione.
Napar z czystka jest znakomitym środkiem wspomagającym higienę jamy ustnej. Przepłukanie buzi po umyciu zębów naparem z czystka śmiało zastąpi wszelkie drogeryjne płyny do płukania ust, w  których najczęściej jako substancja antybakteryjna używany jest toksyczny triklosan. Czystek działa również wybielająco na zęby, ponieważ posiada potężne działanie na bakteryjny biofilm – po prostu go rozpuszcza. Napar przeznaczony do płukania jamy ustnej można osłodzić ksylitolem lub erytrytolem dla dodatkowego działania antybakteryjnego.
Nic tylko pić czystka! Polecam z czystym sumieniem, bo przetestowany na sobie - stosuję go regularnie od maja zeszłego roku i nie pamiętam kiedy ostatnio byłam przeziębiona :)

sobota, 24 stycznia 2015

co mnie motywuje do działania?

Tak ostatnio siedzę i myślę co sprawia, że 3 razy w tygodniu, a czasami nawet 4 podrywam cztery litery z kanapy i idę pobiegać, poćwiczyć, pojeździć na rowerze? Skąd brać motywację do tego, żeby wyjść w śnieg, deszcz czy w upał i się spocić?

I tak z biegiem czasu i stopniem zafiksowania się na sporcie motywację czerpię z kilku rzeczy.
Na początku mojej przygody z bieganiem motywowała mnie chęć przebiegnięcia 5 km, bez efektu wyplucia płuc na mecie ;) jak już wspominałam z przyjaciółką zapisałyśmy się na bieg Samsung Irena Women's Run, więc wstyd by było później nie pokonać tego dystansu.
Po paru miesiącach biegania i już raczej spokojnym pokonywaniu owych 5 km w głowie zakiełkowała myśl - to może teraz 10 km? Znowu zapisałam się na bieg, coby mieć "bat" nad głową i regularnie ćwiczyć! I nie powiem ten system cały czas działa :) wynajduję sobie kolejne fajne biegi, opłacam pakiety i już wtedy wiem, że nie przyjdzie moment zniechęcenia.

Kolejnym czynnikiem motywującym była oczywiście chęć schudnięcia! Nie powiem, przez swoje własne zaniedbanie, nie zwracanie uwagi na to co jem, zjadanie raczej więcej fast foodów niż zdrowej żywności i raczej nie przemęczanie się biegając, doprowadziłam się do stanu kiedy pójście na zakupy do normalnego sklepu było frustrujące. Dlatego, bo rozmiarówka najczęściej kończyła się na 42, no góra 44 a już w rozmiarze 46 nic fajnego nie było! Nie raz wracałam ze sklepu z płaczem, bo tu jakaś okazja (czyjś ślub, komunia, chrzciny) a nic w czym bym nie wyglądała jak w pokutnym worku dostać nie mogłam. I tak któregoś dnia dojrzałam do decyzji - biorę się za siebie! Zwiększyłam liczbę km, znalazłam ćwiczenia gdzie po 40 minutach byłam cała mokra od potu, zaczęłam jeść regularnie i więcej przykładałam uwagi do tego co jem. A, że uparta jestem to jak sobie coś postanowiłam to do tego dążyłam.

Na początku efektów odchudzania nie było. Kolejne tygodnie biegania, ćwiczenia i "diety" i nic! Jak to ja zaczęłam szukać rozwiązania, bo nie lubię siedzieć i się użalać nad sobą czekając na cud! Nie wiele myśląc zapisałam się do dietetyka. Jednym z założeń mojego planu odchudzania jest aktywność fizyczna minimum 3 razy w tygodniu po 30 minut. Oczywiście to obok uczenia się prawidłowego żywienia, które w moim przypadku miało największy w pływ na to, żeby waga się ruszyła. I uwierzcie mi zrzucenie 18 kg zbędnego balastu może nieźle zmotywować do dalszej pracy nad sobą!

Co jeszcze mnie motywuje? To, że im bardziej wsiąkam w ten sport, zaczęłam się co raz bardziej otaczać ludźmi aktywnymi fizycznie. A to jakiś kolejny znajomy biegający, albo jeżdżący na rowerze. A to ktoś nowy z kim się fajnie rozmawia na forach biegowych i nie tylko. Co chwilę odkrywam, że jest nas co raz więcej! :)

A ostatnio kolejną dawkę poweru dostałam od ludzi, którzy za sprawą tego, że widzą jak schudłam, biegam i świetnie się czuję, także zaczęli coś ze sobą robić! Nie ma lepszego sposobu na motywację niż wiedza, że to Ty kogoś motywujesz do działania! Dzięki nim postawiłam sobie kolejne wyzwanie - półmaraton. Oczywiście na ten moment najważniejsze jest utrzymanie efektu jaki osiągnęłam ciężką pracą!

I codziennie rano jak patrze na siebie w lustrze mówię sobie - super dziewczyno, byle tak dalej!

niedziela, 18 stycznia 2015

X Bieg o Puchar Bielan ... i byłby pierwszy w trampkach

Dlaczego w trampkach? A już mówię tylko zacznę od początku! 

Nie samym bieganiem człowiek żyje, wiec wczoraj był czas dla przyjaciół, a że miłe towarzystwo to i człowiek nie zauważył upływającego czasu i za nim się spostrzegł było już ładnie po północy, kiedy dotarłam do domu. Sen pewnie przyszedł gdzieś koło pierwszej, a budzik na 7:30 ustawiony, bo dzisiaj o godzinie 10 na Bielanach odbywał się X Bieg o Puchar Bielan! 

Rano wstałem, zjadłam śniadanie, zabrałam czapkę, komin, rękawiczki i całą masę innych rzeczy i poleciałam do samochodu. Patrzę na zegarek jest 8:30 więc myślę sobie spokojnie w 40 minut dojadę i będę miała chwilę na rozpoznanie i rozgrzewkę. I pojechałam ...
Jestem już jakieś 15 minut drogi od domu i nagle dostaję olśnienia - nie wzięłam butów! W ramach wyjaśnienia na bosaka nie jechałam ;) tylko w trampkach, bo wyjątkowo nie lubię prowadzić w biegowych butach! Tak więc na najbliższych światłach nawrotka, do domu po buty i z powrotem w trasę na Bielany i tym razem już była godzina 9 i musiałam się mocno nagimnastykować co by zdążyć i mandatów nie dostać ;) aleee udało się. 


A co do samego biegu - atmosfera mimo jedynych 3 stopni na plusie gorąca :) kibice na trasie zagrzewali do walki i nie powiem na ostatnim kilometrze się przydało, bo w ogólnym porannym zamieszaniu i zagadaniu się na starcie ze znajomym zapomniałam zażyć inhalacji (o astmie pisałam tutaj) więc atak mały był i było lekkie zawahanie czy dam radę zmusić swoje oskrzela do jeszcze odrobiny wysiłku.  Na mecie medale, folia termiczna, gorąca kawa, herbata i grochówka! :) było super!  A i czas ładny, bo po raz kolejny zeszłam poniżej 30 minut :)

Ciekawe jak poszło tym co biegli w XXXII Biegu Chomiczówki, który to zaczynał się o godzinie 11 i był to bieg na 15 km. Nie powiem chciałam w nim biec, ale nie załapałam się na pakiet i tak teraz myślę, że może i dobrze, bo dzisiaj forma coś nie ta. I powiem szczerze - nie lubię biegać pętli :( 
Nawet jak wychodzę z domu wieczorem pobiegać to tak sobie wyznaczam w głowie trasę, żeby było jak najbardziej prostu! Jakoś moja głowa wtedy lepiej znosi wysiłek fizyczny ;) i mogę tak biec i biec ...

środa, 7 stycznia 2015

po wizycie u dietetyka ...

Ehh siedzący tryb życia mi nie służy ;)
Jak przez święta udało mi się zrzucić 1,7 kg tak w tydzień około Sylwestrowy wróciło 1,5 kg :(
Wiem gdzie był błąd oczywiście i mam nadzieję, że już ten tydzień będzie znowu na spadku!

A więc tak - gdzie popełniłam błąd?

po pierwsze - w Sylwestra pozwoliłam sobie na % (nie pamiętam kiedy poprzednim razem piłam alkohol więc podziałało na mnie jak podziałało ;))

po drugie - nagłe przestawienie organizmu na tryb kanapowca (22 km w nogach przez tydzień spawy nie poprawiły)

po trzecie - rozregulowanie posiłków - jak normalnie zjadam 5 posiłków co 3-3,5 godziny tak w tamtym tygodniu potrafiłam zjeść 3 posiłki jak dobrze poszło to co 4 godziny

no i efekt był od razu zauważalny na wadze!

A już było tak pięknie ;) byłam jedyną podopieczną pani dietetyk, która przez święta schudła a tu po kolejnych 7 dniach taki wynik!

Dzisiaj wróciłam już do pracy więc i mimo wszystko więcej ruchu jest, bo do metra trzeba dojść, do pracy od przystanku, w pracy też człowiek całe 8 godzin nie siedzi przyklejony do krzesła. I co najważniejsze regularne posiłki wróciły! Liczę więc na lepszy efekt na następnej wizycie :)

Bo nie powiem od lutego chciałabym zacząć już wychodzić z diety i przejść na stabilizację. Chciałabym już wiedzieć, że pół roku ciężkiej pracy z przestawianiem się na zdrowy styl żywienia przyniesie efekt w postaci stałej wagi, prawidłowej wagi!

sobota, 3 stycznia 2015

odchudzanie z COiO

...no i znalazłam rozwiązanie!

Jak to już ze mną bywa "przyciągnęłam" i tym razem rozwiązanie problemu mojej niezmieniającej się wagi :)

Któregoś pięknego dnia wychodząc ze sklepu natknęłam się na stoisko przychodni dietetycznej gdzie można było za darmo zmierzyć poziom tłuszczu i umówić się na konsultację z dietetykiem. Nie wiele myśląc (a raczej myśląc intensywnie, że o to pani spadła mi z nieba, bo się wybrać do dietetyka nie mogłam) poddałam się badaniu! Wynik był czego można było się spodziewać delikatnie rzecz ujmując - przerażający. Wiedziałam już - odwrotu nie ma - i umówiłam się na spotkanie z dietetykiem celem ustalenia planu działania.

Pod koniec czerwca 2014 spotkałam się z przemiłą panią dietetyk, omówiłyśmy wszystko - nie powiem czułam się jak na spowiedzi ;) ale wiedziałam, że tak trzeba. Opowiedziałam dokładnie co jem, w jakich porach, ile ćwiczę, biegam itp. Pełna nadziei umówiłam się na kolejną wizytę na której miałam dostać już ułożoną dietę specjalnie pod moją osobę. A nie powiem okazałam się całkiem ciekawym przypadkiem ;) bo nie dość, że z niedoczynnością tarczycy, astmą (która czasami utrudniała aktywność fizyczną) to jeszcze przy tak dużej aktywności fizycznej mój organizm miał tendencję do zjadania mięśni ;)

I tak o to 10 lipca rozpoczęłam przygodę z odchudzaniem pod okiem specjalisty!

Na ten moment mogę powiedzieć tyle - przez pół roku schudłam ponad 18 kg, czuję się świetnie, wyniki tarczycy się diametralnie poprawiły, lekki na astmę odstawiłam ... i co najważniejsze w głowie zaświtał pomysł na ... maraton!

Aleee to nie te raz nie w tym momencie :)

próba siły z Shaun T

Mając cały czas w pamięci kontuzję postanowiłam trochę popracować nad mięśniami, no i w konsekwencji trochę zgubić zbędnych kilogramów coby biegało się lepiej.
Kiedyś próbowałam uczęszczać na zajęcia fitness ale to zupełnie nie dla mnie ... wytrwałam aż 3 miesiące i dałam za wygraną. Niby forma rosła ale cały czas miałam wrażenie, że za bardzo odstaję od grupy zapalonych uczestniczek zajęć ;)
Więc co tu zrobić, żeby jednak trochę wzmocnić tą moją masę mięśniową?
I jak już to było z początkiem biegania i tu z pomocą przyszła mi moja przyjaciółka! Mąż jej przyniósł któregoś dnia do domu płytę z programem ćwiczeń Insanity Workout - 61 dni na prawdę intensywnego wysiłku. Ćwiczyłyśmy 6 razy w tygodniu po około 35-45 minut przez pierwszy miesiąc - niby to była ta lżejsza część ćwiczeń! Ale ja za każdym razem odkrywałam nowe pokłady mięśni .... oczywiście w postaci zakwasów. Co dwa tygodnie robi się FIT TEST - osiem ćwiczeń, każde po 1 minucie. Niby nic, ale polega to na tym, że musisz zrobić jak najwięcej powtórzeń w ciągu tej minuty.
I muszę przyznać po każdych 2 tygodniach robiąc ten test widziałam jak moje możliwości się zwiększają! Więc nie wiele myśląc zrobiłam cały dwu miesięczny program ćwiczeń!


Nie powiem liczyłam na jeszcze jeden efekt uboczny tak intensywnych ćwiczeń - w myślach obliczałam ile schudnę przez te 2 miesiące. Jakie było moje rozczarowanie kiedy wchodząc co dwa tygodnie na wagę nie widziałam żadnej różnicy. Centymetrów też nie ubywało, jedynie frustracja rosła.

Ale ja jestem uparta bestia a do tego za wszelką cenę szukam rozwiązania problemu jakim w tym momencie stojąca na jednym poziomie waga mojego ciała!